Na ten przykład, można się wskrzesić w internetach, bo minął już miesiąc od mojego ostatniego wpisu... Arktyka jeszcze mnie nie pochłonęła, mimo wiatrów, deszczy i bliskich spotkań z niedźwiedziem polarnym. Żyję i gram dalej w polarną przygodę! :) Kilka dni temu, stuknęły też 3 miesiące odkąd zamieszkałam na Spitsbergenie – toż to cały kwartał! Kwartał pełen emocji, wielu wrażeń i cennych lekcji.
Już o tym wspominałam, ale lato przeminęło w zatrważającym tempie. Jest lipiec, mrugasz i jest już październik. W sumie… można powiedzieć, że minął dopiero jeden dzień z hakiem ;)
Szybko wymieniam, co to się działo (między innymi), że blog przykrył się kurzem:
- Przypłynął Horyzont II
- Wizyta dyrekcji i zakopanie kapsuły czasu
- Wizyta w Longyearbyen
- Bliskie spotkanie 3-go stopnia z niedźwiedziem polarnym
- Rozładunek Horyzonta – wyjątkowo niefortunny
- Wyjazd letników z naszej ekipy
- Pierwsza lekcja online
- Wyjazd reszty osób, które prowadziły tu badania
- Pierwsza zorza polarna
- Doprowadzanie stacji do porządku
- Pierwszy dyżur stacyjny z gotowaniem dla 12 osób
- Zmiana tempa życia w stacji
Ps. U nas oczywiście znowu wieje ze wschodu tak, że falki jak poniżej (i zatoka zawalona lodem - standard)
No wreszcie znaki po długiej ciszy ... ptaszyny ćwierkają, że w ostatnim czasie w Lodowej Krainie było trochę "atrakcji" ;) ... czekam z niecierpliwością na kolejne posty :)
OdpowiedzUsuńOj działo się, działo ;) Przebieram kopytkami po klawiaturze, żeby jak najszybciej Wam zrelacjonować arktyczne historie...
Usuń